sobota, 13 sierpnia 2011

Dziadki

Ostatnio zbyt wielu dziadków składa mi seksualne propozycje. Ja wiem, starsi panowie, rozumiem, przyjmuję na klatę, ale żeby aż 6 jednego dnia? Przepraszam, ale wymiękam.
Od czego się zaczęło? Płyniemy sobie w kierunku pewnego campingu. Leżę sobie, czytam gazetkę. I spostrzegam płynącą 6, 7 metrów od nas żaglówkę. Przy sterze siedzi podtatusiały pan z brzuszkiem. Zobaczywszy mnie, pan wyszczerzył swoje kilka zębów (czytaj: pokazał się z jak najlepszej strony) i krzyknął. Nagle spod pokładu wyłoniły się jeszcze trzy podtatusiałe dziadki z brzuszkiem i bez zębów. Wtedy zaczęła się część komunikacyjna. Polegało to na tym, że każdy dziadek zachwalał "swojego starego druha", że "stary, ale jary i trochę mocy jeszcze w nim jest!". Żenada. Potem w kempingu jeden pan (jeszcze z zębami, ale podstawkę do piwa miał dość rozbudowaną) oznajmił, że jeśli chcę się iść wykąpać to on musi iść ze mną, a następnie pan właściciel zaoferował się w "myciu grzbietu".Wyznał też, że jest "seksualnym gadułą" i lubi sobie tak pożartować.

Co za ludzie....

sobota, 6 sierpnia 2011

O wenie

Z pewną dumą zauważyłam, że dorobiłam się drugiej strony postów! A tak nie wierzyłam w moją motywację. Cóż, Forest Fruit Orbit Professional Mints i Neko Case zrobili swoje i wena twórcza się znalazła! Swoją drogą, coraz częściej mam z tym problem. Oczywiście, są i takie chwile, kiedy moja głowa tryska pomysłami, tekstami, tytułami artykułów, które chciałabym napisać. Nie namyślam się wtedy długo tylko opisuję wszystko szybko, po kolei, jak leci. I kiedy wydaje mi się, że zdołam dokończyć parę zaczętych kiedyś tam projektów, wszystko nagle gdzieś wsiąka, jak rozlana na dywan Coca - Cola.. I to jest w tym właśnie najstraszniejsze! Takie ocknięcie na odludziu na golasa bez zupełnie żadnego pomysłu na życie albo przynajmniej wyjście z opresji :) Do tego moja wena twórcza drwi ze mnie i kicha na wszystko, co robię by ją odzyskać. Książkę czytasz? To sobie czytaj! Muzyki słuchasz? To sobie słuchaj! Może to dlatego, że stronię od wszystkiego co jest o miłości. No, chyba, że jest ładnie ujęte, jakoś metaforycznie, ale bez zbytniego rozczulania się.

Weno! Chcesz się dalej na mnie obrażać i bzdyczyć?
 MYJ OGÓRA!

I feel alright, yeah!

Jutro wybywam dlatego nie spodziewajcie się wpisów przez kolejne 6 dni.

piątek, 5 sierpnia 2011

Dr. Oetker i spółka

Wybieramy się nad Solinę. Z tejże okazji moje aktualne miejsce zamieszkania zmieniło się w magazyn PCK. I to taki dobrze obładowany. Wszędzie po podłogach biegają rozentuzjazmowane hordy majtek, polarów i skarpetek. Krzyczą tylko: "ja pojadę, i ja też!". Moja gitara rzyga tęczą, a (również moje) szpanerskie, krótkie spodenki z jasnego dżinsu nie wiem jakim cudem znalazły się w pudle akustycznym i za Chiny plastikowe nie mogę ich wyciągnąć.
W sumie, to fajna impreza się szykuje. Sikanie w pokrzywach z komarami wbijającymi się w dupę, jedzenie od Dr. Oetkera, cumowanie obok grupy studentów, którzy o drugiej w nocy pokropieni dobrze alkoholem pływają bez kąpielówek na środku jeziora, moje nieustanne wypadanie z łódki i manewry taty ("Tym razem cię złapię! O kurde! Poczekaj! Z drugiej strony powiało! Ale do trzech razy sztuka!"). Raj na Ziemi, sielskie wakacje, nic dodać, nic ująć.


Popadłam w  simsomanię. Wczoraj się okazało, że nie kontrolując mojego męskiego sima poderwał swojego, również męskiego szefa. Skończyło się w łóżku, a ja się załamałam. Przecież NIE TAK GO WYCHOWAŁAM!

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Post na w pół harcerski

Myślę, że już mogę zdradzić co i jak z tym moim pomysłem na życie. Od września zakładam zastęp, czyli 6 - osobową grupę harcerek, dla których będę organizować zbiórki. To wielki krok naprzód i w tył zarazem. Dlazego? Żeby to uczynić muszę się bardzo rozwinąć w stronę, w której dużo mi brakuje i zrezygnować z wyższej funkcji. Z jednej strony jaram się, że to będzie coś nowego, mojego, coś, z czym mogę robić (wreszcie) co zechcę. Z drugiej... po tyłku trzepie mnie odpowiedzialność, a po twarzy zdrowy rozsądek. I nie wiem, i nie wiem, i nic nie wiem nadal. I boję się czy mi się uda. Drżę ze strachu przed rozpoczęciem roku szkolnego. Majaczę. Mój pokój tonie w planach pracy, książkach harcerskich, rozpisywanych wciąż na nowo zbiórkach.
Ale... gdybym się nie bała i nie chciała robić tego najlepiej jak umiem chyba w ogóle by mi na tym nie zależało. Chyba robiłabym to jak wszystko inne - na ostatnią chwilę, troszkę, niewinnie na odwal się. Dlatego mój strach jest moim błogosławieństwem. Ba, uważam, że
Obawy są pierwszym krokiem do doskonałości
I to nie tylko obawy harcerskie. Jakiekolwiek obawy. W czym gorszy jest strach przed pałą od troski o pieczone ciasto :) No dobra, może przesadziłam. Ale jednak coś w tym chyba jest, co nie?