W sumie, to fajna impreza się szykuje. Sikanie w pokrzywach z komarami wbijającymi się w dupę, jedzenie od Dr. Oetkera, cumowanie obok grupy studentów, którzy o drugiej w nocy pokropieni dobrze alkoholem pływają bez kąpielówek na środku jeziora, moje nieustanne wypadanie z łódki i manewry taty ("Tym razem cię złapię! O kurde! Poczekaj! Z drugiej strony powiało! Ale do trzech razy sztuka!"). Raj na Ziemi, sielskie wakacje, nic dodać, nic ująć.
Popadłam w simsomanię. Wczoraj się okazało, że nie kontrolując mojego męskiego sima poderwał swojego, również męskiego szefa. Skończyło się w łóżku, a ja się załamałam. Przecież NIE TAK GO WYCHOWAŁAM!
Moja wyobraźnia i talent pisarski, o ile jakikolwiek taki istnieje, nie mogą się z Twoimi równać. Przyznaję to szczerze i bez bicia. Bo czym moje uczuciowe wywody, rozwody, przywody (podkreśliło się?! Czy to znaczy, że takie słowo nie istnieje???) przy Twoich historyjkach z życia wziętych? Lubię to czytać. Nie komentować. Gdyż niestety, nie umiem niczym równie błyskotliwym odpowiedzieć. Ale chcę widzieć, wiedzieć. Podziwiam sobie w wolnych chwilach Twoją duszę. Ciekawe, jak by to było, gdybym się z Tobą zaprzyjaźniła? Chyba miałabym nieźle przesrane!
OdpowiedzUsuńNieźle przesrane! Nie wiesz nawet o czym mówisz. moja droga Lucyanno! Taplałabyś się z entuzjazmem w śmierdzącym szambie. Swoją drogą, zastrzeliłaś mnie tym komentarzem i teraz myślę sobie kim tak naprawdę jesteś :) Może, nie wiedząc, znamy się?
OdpowiedzUsuńA a propos, gdybym ja pisała twój komentarz nie omieszkałabym wspomnieć również o ODchodach :P Dobry fekalizm nie jest zły!
OdpowiedzUsuń