sobota, 6 sierpnia 2011

O wenie

Z pewną dumą zauważyłam, że dorobiłam się drugiej strony postów! A tak nie wierzyłam w moją motywację. Cóż, Forest Fruit Orbit Professional Mints i Neko Case zrobili swoje i wena twórcza się znalazła! Swoją drogą, coraz częściej mam z tym problem. Oczywiście, są i takie chwile, kiedy moja głowa tryska pomysłami, tekstami, tytułami artykułów, które chciałabym napisać. Nie namyślam się wtedy długo tylko opisuję wszystko szybko, po kolei, jak leci. I kiedy wydaje mi się, że zdołam dokończyć parę zaczętych kiedyś tam projektów, wszystko nagle gdzieś wsiąka, jak rozlana na dywan Coca - Cola.. I to jest w tym właśnie najstraszniejsze! Takie ocknięcie na odludziu na golasa bez zupełnie żadnego pomysłu na życie albo przynajmniej wyjście z opresji :) Do tego moja wena twórcza drwi ze mnie i kicha na wszystko, co robię by ją odzyskać. Książkę czytasz? To sobie czytaj! Muzyki słuchasz? To sobie słuchaj! Może to dlatego, że stronię od wszystkiego co jest o miłości. No, chyba, że jest ładnie ujęte, jakoś metaforycznie, ale bez zbytniego rozczulania się.

Weno! Chcesz się dalej na mnie obrażać i bzdyczyć?
 MYJ OGÓRA!

I feel alright, yeah!

Jutro wybywam dlatego nie spodziewajcie się wpisów przez kolejne 6 dni.

2 komentarze:

  1. Moja wena też nie grzeszy posłuszeństwem. Jakoś tak kapryśnie się zachowuje. Wręcz straszy ludzi dla zabawy - ot, taka z niej agentka. Może trochę obumiera pod wpływem niekorzystnych czynników, szarpie się przez to i strzępi... Albo może po prostu kiedy moja schorowana duszyczka się nie nadaje do normalnego funkcjonowania, wena nie chce być gorsza! Nieważne.
    Życzę powodzenia. Udanego wyjazdu. Mądrej i posłusznej Weny.
    PS Co by było, gdyby okazało się, że się znamy? Może już spotkałyśmy się na wyżynach i wzniesieniach duszy, oderwane od rzeczywistego świata, może częściej niż się nam wydaje, jak wariatki lecimy na spotkanie z czymś, co umieszczone wyżej, niż to, co na co dzień otacza. Bo obie staramy się być czymś więcej - Ty piszesz, ja czytam, Ty pobudzasz mnie do pisania. Znamy się, i to lepiej niż nam się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sensie metaforycznym i internetowym, oczywiście, znamy się. Aczkolwiek ja miałam na myśli znajomość bardziej... realną. :)
    Jednak bardzo miło mi słyszeć, że jestem czyimś natchnieniem i moje wypociny mocno zajeżdżające łamatorszczyzną ktoś czyta bez przywiązywania go do krzesła i podpieraniu powiek na wykałaczkach :)

    OdpowiedzUsuń

co myślisz na ten temat?