poniedziałek, 11 lipca 2011

Charakterologiczne pierdoły

Tak, więc, popieram ludzi z mocnym charakterem! Podziwiam ich i wielbię, ale czasami pewna granica zostaje cholernie przekroczona!

Tak, to jeden z tych postów, na których będę się nad sobą rozczulać, będę się na siebie wkurzać, warczeć, piszczeć, szczekać, płakać, kwakać, wić, pełzać, wulgaryzować, metaforyzować, mówić wprost i bez ogródek, walczyć zaciekle i cicho o swoje...

Od początku. Zawsze miałam silny charakter. I nie tam jakiś tylko silny. Przyciągałam ludzi jak magnes. A ci już przyciągnięci albo zajmowali wygodne miejsca w loży dla przyjaciół albo zaparcie ze mną walczyli. Oczywiście, zdarzali się też ludzie - kameleony. Rozumiecie, tacy przechodni, "zależało jak powiało". I moją najgorszą cechą było włąśnie przywiązywanie się do tych ohydnych, obślizgłych płazów. W swoim śluzowatym charakterze każdy miał coś chropowatego - pumeks na moją osobowość, a im ktoś go miał więcej, tym bardziej go ceniłam. Masochistka, ot co.
I z takim właśnie wypolerowanym charakterkiem wchodzę w dorosłość, nie ma co! Daję sobą pomiatać. Oj tam, daję! Ja nawet tego nie zauważam! Przemyka mi to gdzieś niezauważenie koło mojej świadomości. Trudno jest się potem ocknąć, a jak już do tego dojdzie to, cholera, boli.
I mnie teraz właśnie boli. 

7 komentarzy:

  1. To, kurde, nie Ciebie jedną, wiesz?
    Istnieją ludzie zupełnie inni, ale bardzo do Ciebie podobni. Jest taka osoba, której charakter zawsze był słaby. Zawsze łatwo było ją zmanipulować, zwieść, nawet tak niechcący. Jej osobowość dostosowywała się do ludzi, z którymi w danym momencie najbardziej się związała. Nie zważała na to, co będzie, poddawała się. Najgorsza w tym wszystkim towarzysząca jej świadomość (ciekawe, czy prawdziwa) o takim samym przywiązaniu kogoś do niej, jak jej do niego. A jej przywiązanie pewnego razu przekroczyło najśmielsze wyobrażenia. Przekroczyło ją samą. Trudno jest się ocknąć po fałszu, jakiego się doświadczyło, i cholernie boli jeszcze przed ocknięciem i długo po tym. A czas, który rzekomo miał przynieść ukojenie, ofiarował tylko nikłą obok wielkiego bólu nadzieję na wzmocnienie wiecznie słabego charakteru. A ta głupiutka osóbka usiłuje znaleźć opatrunek w pisaniu. O ranie cieknącej ropą i innych paskudnych syfach, zapychających wnętrze i rozdzierających na kawałki.

    OdpowiedzUsuń
  2. To pozdrawiam tą osobę, życzę szczęścia w zapomnieniu i otrząśnięcia się.
    Tak sobie pomyślałam, że w sumie egoistom jest w życiu łatwiej. Nie przywiązują się, nie przestrzegają reguł oswajania się, politycznych wręcz podchodów, nie pielęgnują relacji, nie doświadczają emocji. Po prostu przychodzą, biorą i odchodzą. I nie interesuje ich co czują osoby opuszczane, ignorowane, spławiane i tak dalej.. Kurde, chciałabym być egoistką. Tak bardzo chciałabym umieć powiedzieć co trzeba, ciepnąć, za przeproszeniem, pewnymi rzeczami i spalić za sobą mosty. Chyba byłabym szczęśliwsza...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, ja pewnie też. Ale równocześnie byłabym zimną, nieprzywiązującą wagi do ludzkiego wnętrza, tak własnego, jak i innych, jednostką, której się powodzi. Cóż z tego powodzenia, kiedy ja chyba wolę cierpieć przez swoją wrażliwość, ale za to umieć zachwycić się tym i owym. Co tam jakiś egoizm, wolę się odciąć od świata, kiedy mi nie wychodzi. Obojętny egoizm niech nie ma ze mną nic do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko ma swoje plusy i minusy..

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak się zastanawiam, za co można cenić tych Kameleonów? Cóżeś Ty widziała w ludziach (a właściwie Kameleonach), którzy jedynie obok Ciebie przemykali?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak już napisałam, jestem masochistką. Wydawało mi się, że tacy ludzie są jakoś.. sławniejsi, a przez to lepsi. I mimo, że jeździli po mnie, a potem mnie uwielbiali i udawali najlepszych przyjaciół, to chyba czułam się przez to ważniejsza. Mogłam sobie powiedzieć - ktoś taki jak XYZ się tobą przejmuje. Jak na (przepraszam, ale muszę to napisać) "totalnego zjeba" to całkiem, całkiem. Na szczęście wyleczyłam się z tego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Inaczej - jestem w trakcie leczenia się.

    OdpowiedzUsuń

co myślisz na ten temat?