Trololololo...
Moja wena twórcza nie zna granic. Rozpływa się po kątach. Rzygam nią. Mam ją wszędzie. Gdzie nie popatrzę - zawsze ją widzę. Nawet w nieprzeniknionych oczach Pani Dyrektor każącej ubrać mi mundurek. To zakrawa już o nienormalne postrzeganie świata! Wiadomo, każdy z nas - nastolatków - jest trochę nienormalny. I chyba.. lubimy w sobie pielęgnować tą odrębność. Inny styl ubioru, inna muzyka, czy inne poglądy. I zazwyczaj (o dziwo) jesteśmy tolerancyjni. Chociaż.. można zauważyć cienką granicę, której nie rozumiem. Metale są po dobrej stronie mocy, emo już nie. Zakupoholiczki są OK, ale "plasticzków" już nikt nie rozumie. I nie chodzi o to, że się temu sprzeciwiam, bo jestem świadoma tego, że też tak robię, ale o sam fakt nietolerowania pewnych grup społecznych. Dziwi mnie to tak bardzo jak moje rzyganie tęczową weną twórczą. I fakt, że za dwa dni już są testy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
co myślisz na ten temat?