Już. Koniec mojej innowierczej teologii.
Opowiem Wam coś pięknego.
Dzisiaj był dniem strasznym, okropnym i przeraźliwym z każdej możliwej brzydkiej jego strony, toteż na zajęcia teatralne jechałam przybita, płacząca, smarkająca i zniszczona przez życie. Otworzyłam drzwi do MDKu i zobaczyłam w progu moją Panią Reżyser. Usiadłyśmy, pogadałyśmy. Powiedziałam o tym, że piszę, że konkursy, że myślę i widzę świat zupełnie inaczej niż wcześniej. No i, że piszę na kartkach wyrywanych z zeszytu, bo nie mam gdzie pisać, a wena mnie straszna dopada, śniadań nie jem, a piszę - patologia jakaś. I wtedy Pani Reżyser wyszła z sali. Po chwili wróciła z pięknym notesikiem z Kubusiem Puchatkiem wpatrzonym w lecące po niebie motyle. "Masz Ania, to dla Ciebie. Bądź zawsze tak zdziwiona jak ten Kubuś".
Serce mi zamarło, chyba w ogóle przestało bić z wrażenia. Patrzyłam się na notes z niedowierzaniem, a na Panią z wdzięcznością. Łzy napłynęły mi do oczu i nie wiedziałam co powiedzieć.
Po raz pierwszy w życiu, wzruszyłam się z emocji chwili i poczułam, że właśnie coś nowego zaczęło się w moim życiu, otworzyła się jakaś klapka, przejście między mną, a czymś wielkim, czymś nowym, czymś tajemniczym, co będę odkrywać w pocie czoła.
Niby to tylko mały notes, ale stał się przez te dwie sekundy środkiem całego wszechświata.
muzyka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
co myślisz na ten temat?