Odnoszę wrażenie, że wszyscy naokoło mnie strasznie wydorośleli. Ale nie tak fizycznie, tylko w głowie. Każdy bardziej broni swoich przekonań, więcej myśli. Chyba fuzja dorastania przechodzi w ostatnią fazę. A może... początkową? Cholera wie do czego w ogóle to prowadzi. Wiem, wiem, do dorosłości. Ale czym to tak naprawdę jest? Jak będę wtedy postrzegać świat? Co będę myśleć? Jak się zmienię? A może.. może każdy dąży do tego samego, uniwersalnego charakteru, który jest straszny w swej galopującej małpowatości i zacięciu. Ludzie tylko różnie ukrywają pewne jego aspekty, bo moralność u każdego jest inna i to ona decyduje, czy pokażemy światu nasze złe cechy. I dochodzi do tego silna wola, będąca zdolnością opanowywania emocji...
Dobra, jednak jestem posrana.
NOC NOC NOC
Jak dorośniesz to będziesz chciała się wrócić do momentu, w którym teraz jesteś. Bo im będziesz starsza, i im bardziej będziesz myślała o egzystencjalnych rzeczach, tym świat wyda Ci się coraz bardziej skomplikowany. I nie wiadomo już gdzie fikcja a gdzie prawda.
OdpowiedzUsuńMi też się zdawało z roku na rok, że jestem mądrzejsza, że świat w okół mnie staje się doroślejszy. Ot, figa z makiem z pasternakiem. Wiem, że nic nie wiem. Koniec konkluzji.
Pozdrawiam Cię
I tu dochodzimy do matrixowych rozkminek typu "ta łyżka nie isteeeejeeee!" :D
OdpowiedzUsuńAle, szczerze mówiąc, złudzenia dorastania są całkiem miłe.