Post dla Julki Steckoł, Alicjii Chiłły i wszystkich, którzy wczoraj "bawili się społecznie" :)
Wczoraj byłby dniem jak każdy inny dzień - święto państwowe, podczas którego ludzie o smętnych twarzach oglądają jak zwykle szare pochody w szarej scenerii. Ktoś zaśpiewałby szaro Hymn Polski, ktoś beznamiętnie wyrecytował wałkowany po raz pięćdziesiąty pierwszy patetyczny wiersz o historii "zbruczonej krwią żołnierzy". Ktoś pewnie by zasnął, ktoś zlekceważył, a jeszcze ktoś inny wyśmiałby całą tą smutną szopkę.
Na szczęście w tym roku z tej całej, bezbarwnej, świątecznej masy przebił się świetlisty promyk. O czym mówię? Otóż, zorganizowano grę miejską "Śladami Lisa Kuli", w której oczywiście brałam udział.
Ganiali nas przeokrutnie. Z 3 maja leciałyśmy w owczym pędzie do IILO, potem Olszynki, znowu 3 maja... Zakwasy mam takie, że po wszystkim miałam ochotę walnąć się na ziemi i poruszać się ruchem amebicznym, ale przynajmniej udało nam się w dokładnie 50 minut dotrzeć do końca, z czego jestem dumna jak żuk gnojownik z kuli świeżego kału. A oprócz tego miałam cudowną ekipę, dlatego było tak fajnie :P Aha, i po mieście krążyli dziwni panowie, którzy sfilmowali mi oblicze z każdej rozentuzjazmowanej strony :D.
Czekam na więcej!
A gdzie przycisk 'Lubię to!' ?
OdpowiedzUsuńA nie wiem :)
OdpowiedzUsuń