piątek, 4 listopada 2011

złośliwość rzeczy plastikowych

Ufff.. w końcu nastąpiło rozluźnienie po tych paru tysiącach olimpiad, kartkówek, sprawdzianów, konkursów, wyjazdów i akcji rewolucyjnych i wreszcie mam czas, żeby coś tu napisać.
A temat jak rzeka szeroka i rwąca.
Problemy.
I nie mam tu na myśli tych filozoficznych, czy nawet życiowych, ale te małe, malutkie, których prawie się nie zauważa. A są. I gdy się skumulują, uprzykrzają życie nawet bardziej od tych pierwszych. Rozkminiając dzisiejszy dzień uznałam, że moim największym problemem dzisiaj był guzik w płaszczu.
Spieszyłam się na autobus. Miałam mieć podwózkę i w ostatniej chwili dowiedziałam się, że jednak jestem zostawiona sama sobie. Leciałam, jak to ja, obwieszona torbami jak choinka. I już prawie, prawie autobus dojechał do przystanku kiedy ten cholerny guzik umyślał się oberwać! I tu w mojej rozpędzonej duszy powstał zgrzyt wewnętrzny. Autobus kontra guzik. Kto wygrał? (ding ding ding) Autobus. I w sumie chyba dobrze, że poleciałam dalej, bo nie spóźniłam się na zajęcia i nie musiałam po raz kolejny słuchać wywodu pt."ja chcę dzieci, które chcą i mają talent. W tej kolejności!", ale za guzik, a jakże, dostałam solidny opieprz. A gdybym wybrała guzik, mama zostawiłaby mnie w spokoju, ale za to na zajęciach wolałabym się nawet nie pokazywać.
Miłego weekendu i żeby żaden guzik nie zaszkodził Wam w Waszym przyszłym życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

co myślisz na ten temat?