niedziela, 27 listopada 2011

Wpis pięćdziesiąty.

Stare czasy minęły bezpowrotnie, zostawiając nam stres i bezmyślne dążenie do zawodowych sukcesów. Dzisiaj tresura zaczyna się już w przedszkolu. Większość rodziców - przyjaciół mojej rodziny wysyła dzieci do profilowanych przedszkoli, a w wieku 4 lat zapisuje na 2 języki, zajęcia taneczne, wokalne, muzyczne... Rzeczywiście, po co delektować się słodkim dzieciństwem, siniakami, domkami na drzewie i bujaniem w obłokach, jeśli można zrobić coś w stronę przyszłej kariery zawodowej? Najlepiej już w wieku lat trzech uczyć dzieci biologii. Ułatwi im to precież obranie zawodu lekarza, którym muszą zostać bezwzględnie...
Jestem prawdziwie wdzięczna moim rodzicom, że nie wychowywali mnie na małego cyborga. To znaczy.. sama w pewnym czasie zaczęłam interesować się wieloma rzeczami na raz, ale to był mój wybór i niczego nie robiłam pod ich presją. No i tak zostało do dziś. Niestety, natłok zajęć jest równoznaczny z ogromną ilością obowiązków, a co za tym idzie - problemów, z którymi nie każdy umie sobie radzić. Ja mam jeden, moim zdaniem niezawodny, sposób. Na kartce piszemy "DOBRZE". Pod spodem, w kolumnie, umieszczamy wszystko to, co aktualnie jest do zniesienia. Obok robimy rubrykę "ŹLE", w której umieszczamy wszystkie problemy, z którymi się borykamy. I na końcu - "SALDO", czyli rozwiązanie opisanych kłopotów lub komentarz do nich. W wolnym miejscu piszemy "WNIOSEK", który powinien wyjść w miarę pozytywnie. Oto przykład takiej tabelki, którą uczyniłam dzisiaj pod wpływem złych emocji emanujących z domowej spiżarki, w której jak raz zabrakło czekolady. Kolory miały sprawić, że będzie pozytywna. No.. nie wyszło.


Wpis pięćdziesiąty! Nie sądziłam, że wytrwam. A jednak! Uszy moje słyszą anielskie pienia radości i czuję się tak, jak piętnaście brudnych prosiaczków w deszczu.

1 komentarz:

  1. podobnie, ale ja sobie jeszcze pierwszą kolumnę dorobie, i przedłużę, też spróbuj... ;p

    OdpowiedzUsuń

co myślisz na ten temat?